Znasz to uczucie, gdy kończą się napisy końcowe i nadal siedzisz w bezruchu? W pokoju cisza, ale w głowie huczy od pytań. To dziwne napięcie, które trudno nazwać, nie bierze się z ekranu. Bierze się z tego, że film dotknął czegoś, co od dawna w Tobie pulsowało, ale było głęboko ukryte. Cztery filmy, które dziś omówię, wpłynęły na mnie osobiście. Zmusiły mnie do rozebrania własnej psychiki na części pierwsze. Bez spojlerów, bez suchej analizy naukowej. Tylko zaproszenie do przyjrzenia się sobie w bardzo specyficznym, filmowym lustrze.
Persona (1966) – Kim jesteś, gdy zdejmujesz maskę?
Ingmar Bergman nakręcił Personę w 1966 roku. Już pierwsze sceny — spuszczenie krwi z owcy, ptasznik, dłoń przebita gwoździem — sygnalizują wyraźnie: to nie będzie normalny film. Bergman mówi od razu: będzie brutalnie, strasznie i przeszywająco.
Główna oś jest pozornie prosta: wybitna aktorka, która w środku spektaklu decyduje się zamilknąć. Nie z powodu choroby. Z wyboru. Do opieki nad nią zostaje przydzielona młoda, pełna życia pielęgniarka. Przez resztę filmu obserwujemy niemal klaustrofobiczną relację tych dwóch kobiet. Jedna milczy jak głaz, druga desperacko próbuje zapełnić tę ciszę słowami. I gdzieś po drodze granica między nimi zaczyna się zacierać. Ich osobowości mieszają się. W pewnym momencie trudno powiedzieć, gdzie kończy się jedna, a zaczyna druga.
To nie jest tylko zabieg artystyczny. To jest bardzo niewygodna obserwacja o człowieku. Większość z nas chce wierzyć, że ma jakieś stabilne „ja". Że jest konkretną osobą o określonym charakterze i poglądach. Problem polega na tym, że w praktyce nieustannie dostosowujemy się do sytuacji, ludzi i oczekiwań. Mówimy inaczej przy znajomych, inaczej w pracy, inaczej w relacji, inaczej sami do siebie. I z czasem przestajemy widzieć różnicę między tym, kim jesteśmy, a tym, kogo odgrywamy.
Persona to w psychologii jungowskiej maska zakładana, by przetrwać w społeczeństwie. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynasz wierzyć, że maska to Twoja prawdziwa skóra. Ten film stawia jedno z najbardziej niewygodnych pytań w historii kina: jeśli teraz, w tej sekundzie, zdjąłbyś wszystkie swoje maski — czy pod spodem zostałoby cokolwiek? A może tam, gdzie spodziewasz się znaleźć „siebie", czeka tylko przerażająca, pusta przestrzeń?
Us (2019) – To, co wypierasz, nie znika
Jordan Peele w Us tka opowieść z gęstej sieci symboli — każdy detal, od lśniących nożyczek po niepozorną zabawkę czy godzinę na zegarze, to element układanki, która powoli odsłania niewygodną prawdę o nas samych. Wyobraź sobie, że stajesz twarzą w twarz z kimś, kto wygląda jak Ty, porusza się jak Ty — ale nosi w sobie cały Twój niewypowiedziany ból i wściekłość.
To nie jest horror o potworach z szafy. To metafora wszystkiego tego, czego w sobie nie chcemy widzieć. Impulsy, emocje, potrzeby, których się wstydzimy albo które nie pasują do obrazu osoby, jaką chcemy być. I Us pokazuje bardzo brutalną rzecz: to, co wypierasz, nie przestaje istnieć. Ono po prostu czeka. Schodzi pod powierzchnię i cierpliwie stamtąd obserwuje.
Prędzej czy później wraca. Czasem w formie napięcia, czasem w formie wybuchów emocjonalnych, czasem w formie zachowań, których sam nie rozumiesz. I wtedy mówisz: „to nie byłem ja". Tylko że właśnie byłeś. Ten film uderza w jedno bardzo konkretne miejsce: w iluzję, że masz pełną kontrolę nad sobą. Że jesteś tylko tym, co świadome, logiczne i uporządkowane. A prawda jest taka, że ogromna część Twojej psychiki działa poza tym obszarem. I to, czy ją ignorujesz, czy nie — nie ma większego znaczenia. Ona i tak działa.
Nightcrawler (2014) – Kim możesz się stać bez hamulca
Często słyszymy, że psychopaci i socjopaci są wśród nas. Że zajmują wysokie stanowiska, zarządzają korporacjami, potrafią bez mrugnięcia okiem podejmować decyzje, które niszczą innym życie. Ale jak oni zaczynają? Gdzie jest ten moment, w którym człowiek orientuje się, że brak empatii to nie wada, tylko przewaga na rynku?
Nightcrawler z 2014 roku odpowiada na to pytanie z niemal fizycznie odrzucającą precyzją. Jake Gyllenhaal gra postać, która jest inteligentna, zdeterminowana i skuteczna. Lou Bloom rozumie zasady gry i potrafi je wykorzystać. Ale nie ma w nim czegoś, co większość ludzi uznaje za hamulec. Nie ma realnej empatii — symuluje ją, ucząc się frazesów z internetowych kursów zarządzania. Nie ma poczucia winy — każda tragedia to dla niego po prostu „dobry materiał". Nie ma refleksji nad tym, czy coś jest moralnie okej. Liczy się efekt.
I tu dochodzimy do tego, co w Nightcrawlerze najbardziej boli: Lou Bloom nie jest klasycznym złoczyńcą. To portret człowieka, który idealnie dopasował się do świata nagradzającego za wynik, uwagę i sensację. On nie jest „zepsuty" — on jest ekstremalną wersją cech, które nasze społeczeństwo aktywnie promuje: chorobliwej ambicji i całkowitego skupienia na celu.
I to właśnie jest najbardziej niewygodne. Bo łatwo jest powiedzieć: „to nie ja". Tylko że jeśli spojrzysz uczciwie, zobaczysz, że elementy tego sposobu myślenia są dużo bardziej powszechne, niż chcielibyśmy przyznać. Chęć sukcesu za wszelką cenę. Ignorowanie konsekwencji dla innych. Traktowanie relacji jako narzędzi. To wszystko istnieje — tylko w mniejszym natężeniu. Ten film można włączyć z jednym pytaniem przewodnim: w którym miejscu robię stop? Przed którym krokiem postawię granicę?
Black Swan (2010) – Cena za dążenie do niemożliwego
Na finał Darren Aronofsky i Black Swan — absolutne domknięcie tej filmowej podróży. Jeśli Persona była o maskach, Us o wypartym cieniu, Nightcrawler o chłodnej kalkulacji, to Czarny Łabędź jest o tym, co się dzieje, gdy te wszystkie siły zderzają się ze sobą w niszczycielskim tańcu.
Poznajemy Ninę — Natalie Portman — baletnicę, która jest ucieleśnieniem „Białego Łabędzia". Technicznie idealna, krucha, posłuszna i przeraźliwie pusta. Nina to klasyczny przykład osoby, która stała się swoją Personą. Nie ma w niej życia, jest tylko rola — narzucona przez matkę i morderczy reżim baletu. Ale żeby zagrać rolę życia, Nina musi odnaleźć w sobie „Czarnego Łabędzia". Musi odnaleźć mrok, musi przestać kontrolować, a zacząć czuć.
Black Swan to brutalne studium toksycznego perfekcjonizmu. Nina nie chce być „dobra". Ona panicznie boi się błędu. A kiedy boisz się błędu bardziej niż kochasz to, co robisz, zaczynasz pękać. Twoje ciało zaczyna Cię zdradzać. Tracisz kontakt z rzeczywistością, bo granica między Tobą a rolą, którą grasz, całkowicie znika.
Najbardziej przerażające w tym filmie nie są krwawe wizje ani narastający obłęd. To jedna, niewygodna myśl, która zostaje po seansie: czy doskonałość jest warta utraty siebie? Nina, chcąc stać się wielką artystką, musi zabić w sobie dziewczynkę, którą była. Musi wypuścić Cień — ale ten Cień okazuje się zbyt silny, by go kontrolować. Jeśli Lou Bloom był drapieżnikiem, to Nina jest ofiarą — własnych ambicji i własnego umysłu.
Cztery filmy, jedno pytanie
Teraz spójrz na te cztery tytuły razem. Persona pokazuje, że Twoje „ja" może być mniej stabilne, niż myślisz. Us — że nie jesteś tylko tym, co świadome, ale też tym, co wypierasz. Nightcrawler — co się dzieje, kiedy zostaje tylko funkcja, bez refleksji i empatii. Black Swan — że cena za dążenie do niemożliwego ideału to często całkowita utrata kontaktu z rzeczywistością.
To nie są cztery różne historię. To są cztery różne perspektywy na ten sam problem: kim jesteś jako człowiek.
Możesz żyć w maskach i nigdy nie sprawdzić, kim naprawdę jesteś. Możesz wypierać część siebie i udawać, że jej nie ma. Możesz iść w stronę czystej skuteczności i stracić coś, co większość ludzi uważa za fundamentalne. Albo możesz próbować stać się idealnym obrazem samego siebie — aż to, co autentyczne, zostanie zniszczone przez Twoją własną ambicję.
Które z tych czterech jest dla Ciebie najbardziej niewygodne? Bo bardzo często to właśnie tam jest coś, czego nie chcesz zobaczyć.
Sprawdź też:
Carl Gustav Jung – Cień, Archetypy i Nieświadomość Zbiorowa → Złoty Cień – Talent, Który Sam w Sobie Zakopałeś → Narcyzm – Jak Go Rozpoznać i Skutecznie Chronić Siebie? →Sprawdź się!
7 pytań z kluczowych pojęć tego odcinka. Ile zapamiętałeś?
Pytanie 1 / 7